wtorek, 26 października 2010

Wczoraj...

...obudziłam się dość wcześnie z niejasnym przeświadczeniem, że coś jest nie tak. Kiedy strząsnęłam z siebie resztę snu zorientowałam się, że problem stanowi ból głowy. Jest wielki. Ogromny. Zajmuje pół mojego pokoju, a co więcej większą część mnie. Siedzi gdzieś w środku i nie potrafię go wyjąć... Spróbowałam ibupromem. Nie pomogło. Czas zapętlił się i przyspieszył znienacka. Bieg na busa. Problemy z zapięciem paska. Czemu nic mi nie wychodziło? Godzina zajęć z przedszkolakami. Masakryczne tłumy nawiedzające bibliotekę. Drukowanie zaproszeń na spotkanie autorskie, a od 16:30 Dyskusyjny Klub Książki. Trzy łyki herbaty i na gitarę. A od 19 marsz przez całe miasto pod wiatr. Z bólem głowy jako nieodłącznym towarzyszem październikowego dnia. Chyba mu się spodobało. Był ze mną w nocy, a dziś nadal przygląda się udając balonik przyczepiony do mojej koszuli. Wprawdzie zmniejszył się trochę, ale mimo wszystko nie należy do najciekawszych towarzyszy. Jest też dość nachalny. Kiedy 10 minut temu zauważyłam, że zupełnie niespodziewanie dołączyły do niego dreszcze, podjęłam decyzję że się wyłączam. Garść leków, koc, muzyka i książka. Znikam do odwołania.

1 komentarze:

  1. do gitary i dreszczy ..., dodaję wiersz!

    Listopady
    Całe życie zrywam się i padam,
    jakbym w piersi miał wiatr na uwięzi,
    i chwytają mnie złe listopady
    czarnymi palcami gałęzi.
    Ja upiłem się tym tchem, tym szumem,
    niepokojem, który serce zatruł
    to dlatego śpiewać już nie umiem,
    tylko wołam wołaniem wiatru,
    to dlatego codziennie się tułam
    po wieczornych, po czarnych ulicach
    i prowadzi mnie wilgotny trotuar
    w mgłę wilgotną, która bólem nasyca.
    Acetylen słów płonie na wargach,
    płonie we mnie bolesna maligna,
    chodzę błędny, jak ludzie w letargu,
    zewsząd, zewsząd niepokój mnie wygnał.
    Nie ma wyjścia, nie ma wyjścia, nie ma wyjścia,
    muszę chodzić coraz dalej, coraz dłużej.
    Jestem wiatr szeleszczący w liściach,
    jestem liść zagubiony w wichurze.
    Tylko w oczach mgła i oczy bolą,
    tylko serce bije coraz częściej.
    Jak błękitny płomień alkoholu,
    płoniesz we mnie moje nieszczęście.
    Muszę chodzić, muszę męczyć się wiecznie,
    w mgle za włosy mnie wloką wieczory,
    lecą za mną, nieprzytomne, pospieszne,
    moje słowa, moje upiory.
    Muszę wiecznie zrywać się i padać,
    jakbym w piersi miał wiatr na uwięzi.
    Pochwyciły straconą radość
    nagie gałęzie.
    Przelatują, wieją przeze mnie
    listopady chwil, których nie ma...
    To - tylko liście jesienne.
    To - pachnie ziemia. W.Broniewski

    Luna S-T

    OdpowiedzUsuń na zawsze